Jan Łangowski – wyjątkowy redaktor

Urodził się 4 lutego 1904 w krajeńskim Zakrzewie, z którym związani byli tak wybitni działacze Związku Polaków w Niemczech, jak Janina Kłopocka – autorka znaku Rodła i ks. Bolesław Domański – prezes ZPwN. Za jego przyczyną młody Łangowski został klerykiem w seminarium w Fuldzie, ale wystąpił z racji panujących tam nachalnych zabiegów germanizatorskich.
W Opolu osiadł w 1930 r., rok później przejął redagowanie „Nowin Codziennych”. Po 1933 r. był jedynym polskim dziennikarzem z prawem wykonywania zawodu na terenie Śląska niemieckiego. Stale jednak poddawano go różnorakim represjom. Były one tylko wstępem do tego, co stało się po 1 września 1939 r. Łangowskiego aresztowano w ramach drugiej fali Septemberaktion (11-12 IX 1939). Opole opuścił 4 października, kiedy wraz z grupą innych działaczy polskich przewieziono go do obozu w Buchenwaldzie. Przeżył tam gehennę pobytu w nadzwyczaj ciężkim „Rosengarten”. Ból fizyczny powodowany głodem, biciem, ciężką pracę zwielokrotniły informacje o śmierci bliskich, w tym ukochanej żony Wandy Gozdek (zginęła wraz z dwiema swymi siostrami w Auschwitz w 1943 r.). Dwójce dzieci (Bogdan i Halinka) groziło przejęcie przez niemiecki sierociniec i germanizacja. Uratowała je babcia Helena Gozdek. W obozie Niemcy wydali na Łangowskiego wyrok śmierci – nie zdążyli go wykonać. W konsekwencji alianckiego nalotu rozproszeniu uległa obozowa dokumentacja, znaleziona dopiero po wkroczeniu Amerykanów (11 kwietnia 1945).
Jan Łangowski znalazł rodzinę w sierpniu 1945 r. dzięki komunikatowi, nadanemu przez rozgłośnię radiową. Kolejną odsłoną życiowego dramatu było określanie go przez dzieci „pan tatuś”. Do Opola wrócił w 1949 r. Powierzono mu redagowanie „Dziennika Zachodniego”, nagrywał też audycje radiowe. Był cenionym nauczycielem młodych kadr dziennikarskich. Ceniono go za uczciwość, życzliwość, elegancję i pogodę ducha. Nigdy nie wracał do przeżyć obozowych. Jednak 21 XII 1953 wybrał się na wystawę „Oświęcim oskarża”. Nazajutrz znaleziono go martwego – zmarł na skutek wylewu krwi do mózgu. Nadanie uroczystego charakteru pogrzebowi władza ludowa uzależniła od rezygnacji z udziału kapłana. Żona Wanda Łangowska z d. Idaszek nie wyraziła na to zgody – pochówek miał charakter chrześcijański.
/ A.M.

Jan Łangowski – wyjątkowy redaktor