Historia kapliczki z Wójtowej Wsi

Opowiedziana tu historia jest prawdziwa, zdarzyła się jakieś sto lat temu w Wójtowej Wsi. Jej główny bohater, Piotr Gisa, dożył późnych lat, i jeszcze po drugiej wojnie światowej chętnie opowiadał, co mu się przydarzyło.

Matka wysłała jedenastoletniego wówczas chłopca do sklepu po naftę. Droga wiodła obok stodoły, przed którą stała kapliczka. Starzy ludzie utrzymywali, że została postawiona w roku 1871 nad grobem oficera, który zmarł od ran odniesionych na wojnie. Inni uważali, że upamiętnia ofiary wojny z roku 1866. Byli i tacy, którzy twierdzili, że jest znacznie starsza i że zbudowano ją niedługo po 1800 roku, że leżą pod nią żołnierze armii napoleońskiej. W każdym razie wiadomo było, że znajdują się tu zwłoki tych, którzy zginęli śmiercią gwałtowną. Dlatego też kapliczka, choć poświęcona, należała do miejsc budzących grozę. Gdy chłopiec znalazł się w jej pobliżu, ogarnął go paniczny strach, a nogi jakby wrosły mu w ziemię – zobaczył bowiem na jej dachu siedzącą tam postać, owiniętą w białe płótno. Z przerażenia zaczął gwizdać – rzecz najgorsza, jaką można zrobić przy spotkaniu z duchem! Wtedy zjawa przybrała postać białego kota, skoczyła na ramiona chłopca, owinęła się wokół jego szyi i zaczęła go dusić. Na szczęście malec przypomniał sobie modlitewkę, jaką należy odmówić przy spotkaniu z duchem:
– Wszystkie dobre duchy wielbią Boga, naszego Pana!
Na te słowa biały kot natychmiast zniknął.

Drżąc z przerażenia chłopiec wpadł do sklepu, poprosił o naftę, odliczone pieniądze rzucił na ladę i szybko pobiegł do domu. Gdy znalazł się w pobliżu kapliczki, spojrzał na jej dach – siedziała na nim postać, owinięta białym całunem spływającym aż na ziemię.

/J.R.

Historia kapliczki z Wójtowej Wsi